wtorek, 15 sierpnia 2017

Golden Rose Black Diamond Hardener- wzmacniająca odżywka do paznokci.


Od zawsze borykam się z łamliwością paznokci i suchością ich płytki. Praca, która wymaga ciągłej dezynfekcji rąk, jak i domowe obowiązki nie sprzyjają ich polepszeniu. Golden Rose Black Diamond wychwalana w blogosferze, polecana przez kosmetyczki. Przyszedł czas na jej wypróbowanie. 



Opis producenta:

Opis:
Dzięki cząsteczkom czarnego diamentu zapewnia paznokciom większą twardość i wytrzymałość. Zawiera podwójną ilość mikro cząsteczek diamentu oraz składników utwardzających. Tworzy na powierzchni paznokcia twardą i błyszczącą powłokę, zapewniając tym samym trwałe wzmocnienie cienkich, słabych i łamliwych paznokci. Zapobiega łamaniu i rozdwajaniu paznokci oraz odpryskiwaniu lakieru już po 4 tygodniach stosowania.


Sposób działania:
Delikatnie wstrząsnąć przed użyciem. Nakładać jedną warstwę jako baza na czyste i suche paznokcie, poczekać do wyschnięcia przed nałożeniem lakieru. Regularnie nakładać dwie warstwy raz w tygodniu, aby wzmocnić efekt utwardzenia.


Skład:
ethyl acetate, butyl acetate, nitrocellulose, adipic acid/neopentyl glycol/trimellitic anhydrite copolymer, isopropyl alcohol, acetyl tributyl citrate i inne.




Moja opinia:


Zalety: 
- zauważalne wzmocnienie paznokci, są twardsze i nie rozdwajają się,
- zdecydowanie szybszy porost,
- ładny połysk po pomalowaniu,
- bardzo szybko się wchłania, 
- sztywny, wygodny pędzelek,
- konsystencja odżywki idealna do nakładania, nie jest za rzadka, ani za gęsta,
- cena: ok. 13 zł.

Wady:
- jako, że opakowanie odżywki ma kolor czarny, możemy mieć kłopot przy podpatrzeniu ile produktu zostało do końca.


Odżywkę na pewno kupię ponownie. Jeśli macie problem z paznokciami polecam ją wypróbować. Po około miesiącu stosowania moje paznokcie stały się twardsze i nie rozdwajają się. Właśnie tego przede wszystkim od niej oczekiwałam. Sprawdziła się w 100%. To zdecydowanie mój hit miesiąca.


Kto używał? Może macie inne sprawdzone odżywki do paznokci?
Czytaj dalej

piątek, 4 sierpnia 2017

Tradycyjny album, a może fotoksiążka. PRINTU.PL pomoże Ci znaleźć idealny prezent nie tylko dla siebie, ale także dla rodziny.



Od kiedy zaczęłam bardziej doceniać chwilę. Cieszyć się z drobnostek i żądać od życia więcej zaprzyjaźniłam się na dobre z aparatem. Zdjęcia mają dla mnie ogromną wartość. Lubię do nich powracać, przypominać sobie dobre chwile i śmieszne sytuacje panujące w momencie jego robienia. To jest właśnie ich magia. To, to, co kocham. To sentyment- KLIK.

Nie satysfakcjonowały mnie jednak za długo zdjęcia w wersji elektronicznej. Lubię przeglądać, zachwycać się i zawsze mieć je pod ręką. Wersja papierowa jest dla mnie idealna. I tu pytanie: Album tradycyjny czy fotoksiążka?

Firma Printu.pl rozwiała moje wątpliwości. W swojej ofercie mają fotoksiążki, fotoalbumy, minibooki. Znajdziecie tam również inspiracje na prezent z okazji ślubu, urodzin, chrztu, walentynek, wakacji, podsumowania roku, dnia kobiet, czy mężczyzn. To nie wszystko możecie stworzyć swoją własną fotoksiążkę z przepisami, a nawet drzewo genealogiczne rodziny.

W moim przypadku wybór padł na fotoksiążkę z moich odbytych dotychczas podróży. Ciekawi efektu? Zapraszam.
















Jak stworzyć swoją fotoksiążkę?


Projektu dokonujemy w bardzo łatwej aplikacji dostępnej na stronie. Pierwszym krokiem po jego otworzeniu jest wybranie dostępnego motywu, a jest ich naprawdę wiele. Jeśli mamy już konkretne wyobrażenie, co do ułożenia swoich zdjęć najlepszą formą będzie skorzystanie z pustych kart. Określamy szczegółowo dostępny rozmiar formatu,  ilość i kolor stron, rodzaj okładki oraz jakość papieru - błyszczący lub mat. Nie pozostaje nic innego jak dodawać zdjęcia i tworzyć projekt. Należy również wspomnieć, że prócz samych fotografii do projektu można załączyć grafiki oraz tekst. Po skończonej pracy nad fotoksiążką należy dodać ją do koszyka, uzupełnić dane adresowe, dokonać zapłaty i czekać na wymarzony prezent.





Mam nadzieję, że Was zainspirowałam. Ja zrobiłam prezent sama sobie i jestem zachwycona. Fotoksiążka jest bardzo dobrej jakości - wyraźne zdjęcia, napisy robiące wrażenie i co najważniejsze logo firmy na ostatniej stronie. Nie ukrywam, że w przyszłości powrócę do tej formy i zrobię taki prezent na urodziny moim bliskim. Akurat za niedługo szykuje się impreza, a dokładnie już mam pomysł na prezent urodzinowy dla mamy.


W jakiej formie lubicie zdjęcia- w wersji elektronicznej, czy papierowej?
 Album tradycyjny czy fotoksiążka?

Czytaj dalej

środa, 19 lipca 2017

Tajemnicze symbole na opakowaniach kosmetyków. Od dziś to już nie problem w ich odczytaniu.


Kupujemy niezliczone ilości kosmetyków. Do twarzy, ciała, rąk czy stóp. Znamy lub lubimy daną firmę i to na nią zwracamy uwagę przy zakupie. Na opakowaniach widzimy mnóstwo informacji. Sprawdzamy datę produkcji i datę ważności kosmetyku. Nie ważne czy to szampon, balsam do ciała, żel pod prysznic, a nawet podkład do twarzy, naszym okom nie umknął również tajemnicze, nie wszystkim znane symbole. 


Pisałam już kiedyś o rozszyfrowaniu kodu produkcji i daty ważności kosmetyków- kto nie czytał, a warto to zrobić KLIK. Dzisiaj odczytałam dla Was oznaczenia i symbole umieszczone na opakowaniach kosmetyków. Po przeczytaniu tych dwóch tekstów świadome wybieranie kosmetyków będzie dla Was priorytetem. Zapraszam ;)






Symbole na kosmetykach:






Produkt nie testowany na zwierzętach. Może na opakowaniu widnieć nazwa BWC- Beauty Without Cruelty lub Not tested on Animals.







Znak Międzynarodowego Związku Producentów Przeciwko Testów na Zwierzętach w Kosmetyce.  








Symbol otwartego słoiczka. Informuje jak długo można używać kosmetyki po ich otwarciu.







Znak ,, Dbaj o czystość'' sugeruje wyrzucać kosmetyki do kosza na odpady.









Informacja o załączonej ulotce w środku opakowania. Znajdziesz na niej informacje o składzie, wskazaniach, stosowaniu kosmetyku. 










Opakowanie nadaje się do recyklingu.







Wyrób zgodny z normami Unii Europejskiej. Obowiązkowe oznaczenie, które musi być umieszczone przed wprowadzeniem produktu na rynek. Gwarantuje bezpieczeństwo i zdrowie produktu.






Obowiązkowy symbol zawarty na opakowaniach kosmetyków chroniących skórę przed promieniowaniem słonecznym. Jest gwarancją przed skuteczną ochroną przed promieniowaniami UVA.










Produkt łatwopalny.









Znak umieszczony na opakowaniach pakowanych. Oznacza gwarancje firmy paczkującej towar.










Informacja z jakiego tworzywa został wyprodukowany produkt.










Symbol występuje również w zielonym kolorze. Oznacza wsparcie producenta kosmetycznego dla systemu recyklingu.










Na opakowaniach kosmetyków możemy również spotkać symbole tzn. certyfikaty przyznawane przez różne państwa i organizacje międzynarodowe. 



BDIH-znak ekologiczny, oznacza,że do produkcji produktu zostały użyte surowce naturalne np. oleje roślinne, ekstrakty ziołowe pochodzące z upraw ekologicznych lub dzikich zbiorów. Symbol ten jest gwarancją czysto- biologicznego produktu, który jest przyjazny dla skóry jak i środowiska naturalnego.


Błękitny anioł- znak ekologiczny wymyślony przez niemieckie Ministerstwo Środowiska. O jego przyznaniu decyduje mi.n. oszczędność w zużyciu energii, wpływ zastosowanych materiałów na środowisko i możliwości przetworzenia produktu.




Eko- znak otrzymują produkty niepowodujące negatywnych skutków dla środowiska oraz spełniają określone kryteria dotyczące zdrowia, środowiska. 

Ecolabel - znak ekologiczny ustanowiony przez Komisję Europejską w 1992 roku. Jest głównym europejskim wyróżnieniem przyznawanym wyrobom spełniającym wyższe normy środowiskowe. 



Vegan- znak handlowy Towarzystwa Wegańskiego działającego w UK. Do produkcji kosmetyków, na których jest ten symbol nie użyto substancji pochodzenia zwierzęcego.




Ecocert - kupując produkt z tym znaczkiem masz pewność, że są one na pewno ekologiczne i zrobione z surowców naturalnych (m.in. nie testowane na zwierzętach, bez surowców modyfikowanych genetycznie, bez syntetycznych substancji zapachowych i barwiących)





Kto dotrwał do końca? Dużo jest tych symboli. Znacie je? 
Może widzieliście jeszcze inne oznaczenia na kosmetykach? Dajcie znać ;)

Czytaj dalej

środa, 12 lipca 2017

FLOSLEK- peeling enzymatyczny dla skóry problematycznej

Witajcie kochani ;*


Pisałam już niedawno o peelingu. Pamiętacie mojego ulubieńca do ciała z Fm KLIK? Dzisiaj przyszła pora na twarz. Moja atopowa skóra ostatnio staje się bardziej kapryśna. Podrażnienia, zaczerwienienia na przemian z łuszczeniem się skórek na twarzy to mój codzienny problem. Użycie cukrowych zdzieraków to zdecydowanie zły pomysł. Przyszedł ,więc czas na poszukanie czegoś nowego. Przedstawiam Wam peeling enzymatyczny z serii do skóry z problemami naczyniowymi. Czy się sprawdził? Zapraszam niżej




FLOSLEK to marka działająca na rynku polskim od 1994 roku. Jej celem jest obranie wysokiej, jakości preparatów kosmetycznych, których receptury oparte są na najwyższej, jakości naturalnych, starannie dobranych surowcach. Preparaty Laboratorium Kosmetycznego produkowane są w nowoczesnym zakładzie produkcyjnym w Warszawie.

Laboratorium Kosmetyczne FLOSLEK otrzymało liczne nagrody:
- jest czterokrotnym laureatem Gazeli Biznesu (w latach 2006, 2007, 2008, 2009 i 2010)
- jest zdobywcą Diamentu 2009 miesięcznika Forbes, 
- otrzymał Certyfikat Przejrzystej Firmy 2009.




Opis producenta:
Zastosowanie:
Łagodny, bezzapachowy peeling polecany do oczyszczenia skóry wrażliwej, płytko unaczynionej ze skłonnością do rumienia, chwilowego lub trwałego zaczerwienienia, rozszerzonych i pękających naczynek krwionośnych. 

Działanie:
Łagodnie usuwa zrogowaciałą warstwę naskórka, bez konieczności tarcia. Wygładza oraz poprawia wygląd skóry. Zawiera naturalny enzym keratolityczny, który usuwa martwe komórki naskórka, nie podrażniając i nie powodując nadmiernego zaczerwienienia. Przyspiesza regenerację i odnowę naskórka.

Skóra jest oczyszczona, rozjaśniona, aksamitnie gładka i przygotowana do efektywnego wnikania pozostałych preparatów serii naczyniow
ej.

Użycie:
Peeling rozprowadzić na twarzy, szyi, omijając okolice oczu. Pozostawić na 8 – 12 minut, zmyć wacikiem zwilżonym wodą. Częstotliwość aplikacji (w zależności od rodzaju skóry): sucha i wrażliwa – stosować, co 8-10 dni normalna – stosować 1 raz w tygodniu.

Składniki:
Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Squalane, Polysorbate 60, Phenoxyethanol, Papain, Calcium Pantothenate, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Urea, Magnesium Lactate, Ethylhexylglycerin, Potassium Lactate, Serine, Alanine, Proline, Magnesium Chloride, Sodium Citrate.





Moja opinia:

Peeling można zakupić w czerwonym kartoniku, w którym znajdziemy biało- czerwoną tubkę. Sam design opakowania sugeruje, do jakiej skóry produkt jest przeznaczony. Tubka klasyczna o zatrzaskowym zamknięciu. W niej znajdziemy biały, bezzapachowy krem. Jest on wydajny, a jego konsystencja jest dość rzadka, ale nie spływa z twarzy. 

Plusem peelingu jest jego działanie na skórze bez suchych skórek. Trzymam go zazwyczaj 10 minut na twarzy- nie czuje mrowienia, pieczenia, swędzenia, nie ma mowy o ściąganiu skóry, co jest dla mojej skóry z AZS bardzo ważne. Peeling bardzo łatwo się zmywa. Efektem jest skóra gładka i miękka.    

Problemem natomiast staje się sucha skóra (suche skórki) na twarzy, która potrzebuje złuszczenia. Peeling FLOSLEK nie radzi sobie z nią w ogóle. Mam nawet wrażenie, że po jego użyciu moja skóra w tym miejscu jeszcze bardziej jest sucha i nadmiernie się łuszczy.

Podsumowując:
Nie zakupię ponownie tego kosmetyku. Nie zachęcam też Was do jego zakupu. Nie mniej jednak zużyję go, ale na miejsca bez suchych skórek.


Mieliście kosmetyki z  tej firmy? Jakie peelingi stosujecie do twarzy?
Czytaj dalej

niedziela, 25 czerwca 2017

Arganowa rozkosz - szampon ARGAN OIL Hydrating Nourishing Cleansing

Witajcie Kochani;*


Z szamponem arganowym spotkałam się jeszcze będąc w UK. Przystępna cena, ładne opakowanie i ten zapach, nie musiałam się nad nim długo zastanawiać. Zaciekawiona kupiłam. Czy się sprawdził i czy polecam Wam go kupić? Zapraszam na recenzje. 



Szampon do włosów Argan Oil z ekstraktem z marokańskiego oleju arganowego zgodnie z założeniami producenta ma oczyścić i nawilżyć włosy, dodatkowo nadając im delikatny zapach. Unikalna mieszanka składników odżywia je, przywraca blask i miękkość. Nadaje się do każdego rodzaju włosów. 

Skład: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamide MEA, Glycol Distearate, Argania Spinosa Kernel Oil (Argan Oil), Hydrolized Soy Protein, Sodium Chloride, Parfum,Guar Hydroxypropultrimonium Chloride, Laureth-10, Citric Acid, Panthenol,PEG-10 Dimtehicone, Tetrasodium EDTA,Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride,  Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.




Moja opinia:
Szampon mieści się w wygodnym 300ml opakowaniu. Jego ciemnobrązowy kolor uniemożliwia zobaczenie ilości kosmetyku wewnątrz. Musimy wagowo stwierdzić ile jest jego w opakowaniu. Konsystencja dość rzadka, lejąca. Idealnie się pieni, nawet przy niewielkiej ilości. Zapach delikatny, typowo arganowy. Dłuższy czas po użyciu wyczuwalny na włosach i dłoniach. 

Produkt odżywia i nawilża włosy. Po jego użyciu nie stosuję odżywki. Włosy bez problemu się rozczesują. Są błyszczące. miękkie, gładkie w dotyku. Nie ma również mowy o puszeniu włosów, są dobrze dociążone. Szampon nie spowodował u mnie łupieżu, mam nawet wrażenie, że delikatnie nawilża skórę głowy.




Jakich szamponów używacie? Miałyście styczność z arganowym?

Czytaj dalej

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Sposób na upalne, ciężkie dni. Domowe Spa z cukrowym peelingiem firmy FM.


Peeling ciała to idealny sposób na rozjaśnienie i wygładzenie skóry. Stosuje się go również, aby usunąć martwy naskórek i pobudzić krążenie. Nie ma nic lepszego, jak użycie tego kosmetyku po ciężkim, upalnym dniu. Odświeżenie ciała gwarantowane.

Ja od dawna używam domowy peeling. Bardzo łatwy w przyrządzeniu i tani w użyciu. Mieszam żel pod prysznic z cukrem. Efekt ten sam, co po użyciu drogeryjnych peelingów. Nie ma mowy o podrażnieniu, a efekt ścierania uzyskuje proporcjami. Jeśli chcę delikatnie oczyścić skórę mieszam mniej cukru z żelem. Natomiast, gdy potrzebuje mocnego peelingu, cukier odgrywa tutaj kluczową rolę. 


Jakiś czas temu natrafiłam na firmę FM, a tam w ofercie cukrowy peeling. Zamówiłam go z czystej ciekawości, by porównać jego konsystencje i działanie z moim domowym produktem. Zużyłam go już prawie do końca, więc mogę dziś z miłą chęcią napisać recenzję. Zapraszam ;)



Firma FM:
Została założona w 2004 roku we Wrocławiu przez  Artura Trawińskiego. Trzy lata później w związku z dynamicznym rozwojem na rynku zagranicznym powstała spółka FM WORLD. Ocenie produkty są znane i cenione w kilkudziesięciu krajach na kilku kontynentach. Produktem flagowym FM GROUP są wysokiej klasy perfumy i wody perfumowane. Uzupełnieniem asortymentu są produkty perfumeryjne (m.in. balsamy, żele pod prysznic, wody po goleniu, kremy do rąk, pianki do golenia, perfumy do włosów oraz inne perfumowane kosmetyki).


Moja opinia:
Produkt zamknięty jest w plastikowym, eleganckim słoiczku. Zabezpieczony sreberkiem, po jego zerwaniu uwalnia się aromat czarnych porzeczek. Zapach jest intensywny i bardzo przyjemny. Po użyciu kosmetyku dłuższą chwilę czujemy jego zapach na ciele. Peeling jest koloru brązowego z czarnymi kryształkami. Drobinki cukru są dość ostre. Trzeba uważać by zbyt mocno nie pocierać nim skóry, gdyż powoduje podrażnienia. 

Dużym plusem jest fakt, że konsystencja nie rozpuszcza się szybko, możemy użyć mniej peelingu i nim pocierać daną partię ciała dłuższy czas. To działanie sprawia, że kosmetyk jest bardzo wydajny. Skóra po jego użyciu jest wygładzona i jędrna. 

Cena peelingu to 40zł, za 180ml. Moim zdaniem jest to adekwatna cena do działania jak i wydajności kosmetyku. Na pewno kiedyś go jeszcze kupię. 




Znacie tę firmę? Jakich peelingów używacie?

Czytaj dalej

niedziela, 11 czerwca 2017

,,Potęga podświadomości''- Joseph Murphy. Czy warto przeczytać?- zdecyduj sam.

Cześć Kochani ;*
Jak widzicie po moich tekstach na blogu interesuje się rozwojem osobistym. Szukam inspiracji, motywacji do życia, do codzienności. Ta właśnie książka była pretekstem do zakupu. Czy mi się podobała? Czy polecam Ci ją przeczytać? Zapraszam dziś na recenzję.


,,Potęga podświadomości'' to książka, o tym jak ważna jest zmiana myślenia. Ta przemiana opiera się na podświadomości i prowadzi do pozytywnego postrzegania świata, zaakceptowania i znalezienia odwagi w sobie, a to z kolei prowadzi do osiągnięcia obranego przez siebie celu. Sukcesem w spełnieniu marzeń, zmianie pozycji społecznej, uzyskaniu zdrowia jest codziennie powtarzana modlitwa. Tak, właśnie modlitwa, mająca na celu wmawianie sobie pewnych rzeczy. Dzięki codziennemu zwyczajowi powtarzania jej mamy uwierzyć w sukces ,a później urzeczywistnić go.

Murphy przekonuje, że wszystko jest w naszych rękach. Nasz los zależy tylko od nas. W swojej publikacji odwołuje się do Boga i Biblii, by pokazać, że wszystko co się dzieje dookoła jest wynikiem naszej wiary i siły, którą kierujemy do podświadomości. W książce znajdziesz rozdziały o uzdrowieniu własnego siebie, o dążeniu do bogactwa, znalezienia idealnego męża, o zawiści i zazdrości, a każdy fragment zawiera przykładową modlitwę, która pomoże Ci w osiągnięciu tego. 



Początkowe strony książki mogą Cię zniechęcić. Autor  zachwala swoje dzieło,  przybiera rolę egoisty, który jest pewien, że jego książka i jego wskazówki są najlepsze. W dalszej jednak części możesz znaleźć coś dla siebie. Autor dostarcza dużo motywacji czytelnikowi, namawia do pozytywnego myślenia, odrzucenia negatywnych myśli. Skłania do walki o lepsze jutro. Wskazuje błędy, wytyka zachowania, które utrudniają realizacje celu.W książce natkniesz się również na wiele inspirujących cytatów, fragmentów, które skłonią Cię do przemyśleń na temat życia. 

Jak jest ze mną? Czy stosuję tę cudowną modlitwę?
Nie, nie stosuje. To nie dla mnie. Książka owszem wywarła na mnie duże wrażenie. Dostarczyła motywacji, skłoniła do przemyśleń, ale nie wierzę, że taka modlitwa działa cuda.

W co wierzę? Na pewno w pozytywne myślenie. Wierzę również w przyciąganie dobrych rzeczy, jeśli o nich myślimy. I tu nie chodzi o kilkuzdaniowe powtarzanie słowa modlitwy, ale w moim przypadku gwarancją spełnienia wyznaczonych celów jest spisanie ich na kartce. Spisuje rzeczy, które chcę kupić, spisuję marzenia, które chcę spełnić. Piszę, rysuję je w moim plannerze, aby je mieć często przy sobie. Moją gwarancją sukcesu jest pozytywne myślenie o nich. Często patrzę na listę, która przybliża mnie w osiągnięciu celu, wyobrażam sobie siebie gdy już go osiągnę. 


A jaki jest Twój sposób na sukces? 
Czytałaś/eś ,,Potęgę podświadomości''? 
Jaka jest Twoja opinia na jej temat?
Czytaj dalej

sobota, 3 czerwca 2017

Nic nie muszę. Mogę jedynie chcieć.


Leżę sobie w hamaku otaczając się pięknem Majorki. Dookoła palmy, morze, cisza, ciepłe słońce. Zajadam się miętowymi lodami, a obok mam torebkę pełną tutejszych mandarynek i pomarańczy. W głowie pustka, odetchnienie, relax, ulga. Przez tydzień nic nie MUSZĘ. Cudowne uczucie, ale jak bardzo ulotne. Wszystko, co dobre szybko przemija...Szkoda...


Muszę, muszę. Muszę to, muszę tamto. Słowo zakodowane w głowie od lat dziecięcych, które towarzyszy nam do kresu życia. Musisz kulturalnie się zachować, musisz być grzeczna, musisz zrobić zakupy, musisz skończyć studia, musisz pracować. Musisz, musisz ciągle brzmiące w głowie, w naszych planach. Stop! Ja nic nie muszę!



Nienawidzę tego słowa. Drażni mnie, gdy ktoś w ten sposób się do mnie zwraca. Żyjemy w klatce zbudowanej przez miliona oczekiwań ubranych w słowo MUSZĘ. Życie toczy się według określonego scenariusza, które prowadzi do szczęścia, ale w tle ciągle widnieje to słowo. Uzależniamy się od niego, buntujemy, denerwujemy. To muszę niszczy nas od środka, toczymy walkę z sobą. Rozgrywającym jest słowo MUSZĘ, które w większości przypadków nie pochodzi od nas, z naszego pragnienia tylko innych osób. Czy faktycznie jesteś szczęśliwy?  Czy żyjesz ze sobą w zgodzie, z własnym JA?





Jestem wolną kobietą. Mam swoje prawa, godność i przemyślenia dotyczące życia i świata. Wiem, co dla mnie najlepsze. Znam siebie, swoje zachowanie. Wiem, co da mi szczęście. Więc? Nic nie muszę! Mogę jedynie chcieć!

Tak CHCĘ! Takie podejście zmienia nasz tok myślenia. Postrzegamy rzeczy inaczej. Takim nastawieniem dostarczamy sobie motywacji, a także uczymy się wdzięczności.

Gotuję obiad, bo mam gdzie gotować, mam z czego, mam dla kogo. Chodzę na na studia ,bo dla wielu osób jest to nieosiągalne, a ja mam możliwość, bo chcę się nauczyć czegoś nowego, chcę poznać nowych ludzi. Chodzę do pracy, ciesze się ,że ją mam, mogę się rozwijać, pozwolić sobie na różne przyjemności. Zauważ, że to, co robisz jest dla Ciebie. Pomyśl, co by się stało, jeśli byś tego nie robił. To tylko Ty czerpiesz z tego zysk. Czyż to nie brzmi lepiej? Chcę, nie muszę i czuję się szczęśliwsza.

ŚWIAT STOI OTWOREM. 
KORZYSTAJ Z NIEGO, UCZ SIĘ NOWYCH RZECZY, ŁAP CHWILE.
 I NAJWAŻNIEJSZE- BĄDŹ SOBĄ. RÓB TO, CO DAJE CI SZCZĘŚCIE.
A ŻYCIE CI SIĘ ODWDZIĘCZY.
A Ty musisz, czy chcesz?

Jeśli jesteś ciekawa/wy jak było na Majorce zajrzyj tu - klik


Czytaj dalej

wtorek, 30 maja 2017

Neutrogena. Emulsja do ciała z maliną nordycką - recenzja

Dzisiaj recenzja balsamu bardzo znanej i popularnej marki. Neutrogena, bo o niej mowa. Przyjrzyjmy się bardziej tej firmie. Zazwyczaj piszę recenzję produktu, zapominam o dodaniu kilku słów o marce. Czy Wy wiecie chociażby parę ciekawostek z Waszej kolekcji firm? No właśnie, na to już nie zwracamy uwagi, a powinniśmy. Więc...

NEUTROGENA- początek marki sięga roku 1930, w którym Emanuel Stolaroff założył niewielką firmę Natone z siedzibą w Los Angeles w Kalifornii. Prężnie rozwijająca się firma dostarczała swoje produkty do salonów piękności, a klientami byli ludzie związani z przemysłem  filmowym. Przełomem firmy stał się rok 1950, w którym Emanuel pod pseudonimem Mr Idea wyruszył w świat w poszukiwaniu inspiracji. Cztery lata później usłyszał o niezwykłych właściwościach mydła, które wynalazł wnuk osobistego lekarza Napoleona. Zafascynowany jego właściwościami na skórze Emanuel postanowił je importować pod nawą Neutrogena. Liczne badania w dalszych latach pozwoliły wynaleźć najlepszą recepturę norweską odpowiednią na potrzeby skóry narażonej na surowe warunki klimatyczne,z której my dziś korzystamy.




MOJA OPINIA:

Buteleczka zawiera 400ml kosmetyku. Wyposażona w odkręcaną pompkę, która ułatwia aplikacje na dłoń. Niestety przez dość twarde, białe opakowanie nie widać zawartości w środku. Myślę jednak, że nie robi to większego problemu, jeśli pompka nie nabiera kosmetyku rozcinam opakowanie i zużywam produkt do dna.

Konsystencja taka jaką najbardziej lubię- kremowa, dość zbita ale nie gęsta. Jest idealna do smarowania suchej skóry, ciało wpija ją bardzo szybko. Po jej użyciu skóra pozostaje niesamowicie nawilżona i gładka.  Kosmetyki Neutrogeny słyną z gęstej, ciężkiej konsystencji i co za tym idzie są bardzo wydajne. Warto wydać parę złoty więcej wiedząc, że chociażby jedna kropla potrafi nawilżyć całe dłonie.

Zapach bardzo przyjemny, delikatny o nucie kwiatowej. Przyjemnie się smaruje ciało kosmetykiem zwłaszcza ,że czuć go nawet kilka minut po aplikacji.



Znacie ten balsam? Używacie? 

Czytaj dalej